Zastrzyk gotówki dla seniorów i wyzwania długoterminowego inwestowania
Najnowsze dane płynące z Głównego Urzędu Statystycznego mogą okazać się dla polskich seniorów miłym zaskoczeniem. Wszystko wskazuje na to, że waloryzacja emerytur w 2026 roku będzie wyższa, niż pierwotnie zakładały rządowe kalkulacje. Jeszcze do niedawna w gabinetach polityków mówiło się o wskaźniku na poziomie 4,88 proc., jednak marcowa podwyżka świadczeń może ostatecznie sięgnąć nawet 5,08 proc. Choć dla domowych budżetów emerytów jest to świetna wiadomość, dla finansów publicznych oznacza to konieczność gorączkowego poszukiwania dodatkowych środków.
Miliardowa luka i nowe stawki
Każda, nawet minimalna korekta wskaźnika w górę, pociąga za sobą gigantyczne koszty. Przy obecnych prognozach rząd będzie musiał wygospodarować dodatkowy miliard złotych ponad to, co zapisano w planach. Jak wylicza „Dziennik Gazeta Prawna”, w budżecie zarezerwowano już 23 mld zł na samą waloryzację oraz imponujące 33 mld zł na wypłatę trzynastych i czternastych emerytur. Jeśli wskaźnik rzeczywiście dobije do 5,08 proc., konieczne mogą okazać się przesunięcia w innych wydatkach państwa lub nowelizacja budżetu w trakcie roku.
Oficjalne potwierdzenie tych wyliczeń nastąpi 9 lutego, kiedy GUS opublikuje ostateczne dane, a resort rodziny ogłosi finalny wskaźnik. Jeśli prognozy się sprawdzą, minimalna emerytura brutto wzrośnie z obecnych 1878 zł do około 1974 zł. W praktyce oznacza to, że seniorzy otrzymają „na rękę” miesięcznie o około 87 zł więcej. Mimo że państwowe systemy emerytalne starają się nadążyć za inflacją, wielu przyszłych i obecnych emerytów zastanawia się, czy poleganie wyłącznie na ZUS wystarczy do utrzymania godnego poziomu życia.
Ile kapitału potrzeba, by podwoić emeryturę?
Problem adekwatności świadczeń nie jest specyfiką wyłącznie polskiego podwórka. Ciekawą perspektywę oferuje analiza rynku brytyjskiego, gdzie roczna emerytura państwowa wynosi obecnie 11 502 funty (ok. 58 tys. zł). Analitycy zadają sobie pytanie: jak duży portfel inwestycyjny – na przykład w ramach kont typu ISA (odpowiednik polskich IKE/IKZE) – jest potrzebny, aby samodzielnie wygenerować drugą taką samą pensję i w efekcie podwoić dochód na starość?
Rachunek wydaje się prosty w teorii, ale w praktyce wymaga balansowania między wzrostem kapitału a jego bezpiecznym wypłacaniem. Zakładając, że emerytura państwowa rośnie o 4,5 proc. rocznie, inflacja wynosi 2 proc., a nasz prywatny portfel generuje ostrożny zwrot na poziomie 4 proc., liczby robią wrażenie. Dla osoby, która już zakończyła oszczędzanie i zaczyna wypłaty, kapitał potrzebny do zabezpieczenia wypłat do 90. roku życia wynosi 240 000 funtów. W fazie wypłat priorytetem staje się ochrona kapitału, a nie agresywny zysk.
Perspektywa 45-latka: wyścig z czasemjeszcze większe wyzwanie stoi przed osobami, które są w trakcie akumulacji kapitału. Weźmy za przykład 45-letniego inwestora. Ponieważ zakłada się wzrost państwowej emerytury, za 20 lat jej roczna wartość wyniesie już blisko 27 000 funtów. Aby prywatny portfel mógł jej dorównać, kwota docelowa, którą trzeba uzbierać, rośnie do poziomu około 550 000 funtów.
Osiągnięcie takiego pułapu w dwie dekady jest ambitnym celem, ale zdaniem ekspertów – wykonalnym. Kluczem jest starannie dobrana strategia, oparta na akcjach spółek wzrostowych oraz stabilnych podmiotach dywidendowych. Szczególną uwagę warto zwrócić na sektory, które dopiero nabierają rozpędu.
Surowce przyszłości szansą dla inwestora
Jednym z obszarów o ogromnym potencjale jest transformacja energetyczna, która wciąż znajduje się we wczesnej fazie rozwoju. W centrum tej rewolucji leży miedź. To właśnie tutaj giganci wydobywczy, tacy jak notowany na londyńskiej giełdzie Glencore, upatrują swoich szans. Spółka pozycjonuje się na jednego z największych producentów miedzi na świecie w nadchodzącej dekadzie. Choć niedawne rozmowy o fuzji z Rio Tinto nie są przesądzone, pokazują one wyraźnie, jak cenne są aktywa miedziowe w oczach rynkowych konkurentów.
Glencore planuje, że do 2035 roku jego wydobycie wzrośnie z obecnych ok. 850 tys. ton do 1,6 mln ton rocznie. Warto zauważyć, że w ciągu ostatniego roku ceny miedzi wystrzeliły w górę o 40 proc. Nie wynika to wyłącznie z rosnącego popytu, ale również z ograniczonej podaży. Chile, niekwestionowany lider globalnej produkcji odpowiadający za ponad jedną czwartą rynku, boryka się z problemami. Nowe złoża są coraz trudniejsze do odkrycia, a jakość rudy w istniejących kopalniach sukcesywnie spada. Taka sytuacja na rynku surowcowym może być sygnałem dla inwestorów szukających sposobów na zbudowanie solidnej poduszki finansowej, niezależnej od państwowych waloryzacji.