Koniec czasu letniego i globalna dyskusja o przestawianiu zegarów
W najbliższy weekend czeka nas powrót do czasu zimowego, co dla wielu jest dobrą wiadomością, oznaczającą dodatkową godzinę snu. W całej Unii Europejskiej mechanizm ten funkcjonuje według ustalonego harmonogramu: do czasu standardowego wraca się w ostatnią niedzielę października, a na czas letni przechodzi w ostatnią niedzielę marca. Proces ten opiera się na wydawanych cyklicznie komunikatach administracyjnych, które ujednolicają daty we wszystkich państwach członkowskich, co ma kluczowe znaczenie dla transportu i gospodarki. Mimo że od lat mówi się o rezygnacji z tego systemu, prace nad odpowiednimi regulacjami zostały wstrzymane na szczeblu europejskim jeszcze przed pandemią.
Dylematy Stanów Zjednoczonych
Kwestia manipulowania czasem budzi emocje nie tylko w Europie. W Stanach Zjednoczonych również obowiązuje system sezonowej zmiany czasu, mający na celu lepsze wykorzystanie światła dziennego. Znane są już harmonogramy na przyszłość – w 2026 roku Amerykanie przestawią zegarki do przodu 8 marca, a powrót do czasu standardowego nastąpi 1 listopada.
Za oceanem trwa jednak ożywiona debata publiczna na temat sensowności tego rozwiązania. Społeczeństwo jest w tej kwestii mocno podzielone. Zwolennicy pozostania na stałe przy czasie letnim argumentują, że późniejsze zachody słońca sprzyjają aktywności fizycznej i spędzaniu czasu na świeżym powietrzu po pracy. Z kolei obrońcy czasu standardowego wskazują na bezpieczeństwo, szczególnie w kontekście dzieci idących rano do szkoły, oraz na zgodność tego czasu z naturalnym rytmem dobowym człowieka. Argumenty o uciążliwości ciągłych zmian i kosztach z tym związanych ścierają się z przyzwyczajeniami do długich, jasnych wieczorów.
Głos nauki i wpływ na zdrowie
W dyskusji tej coraz głośniej wybrzmiewają argumenty medyczne. Eksperci zwracają uwagę, że majstrowanie przy wskazówkach zegara nie pozostaje obojętne dla ludzkiego organizmu. Luis Larrondo, dyrektor chilijskiego Instytutu Biologii Integracyjnej, w szeroko komentowanym wywiadzie zaapelował o całkowite odejście od zmian czasu. Porównał on skutki tego procesu do zjawiska jet lagu, występującego po dalekich podróżach lotniczych. Jego zdaniem rozregulowanie zegara biologicznego niesie ze sobą konkretne zagrożenia – badania wskazują, że w okresach po zmianie czasu rośnie liczba problemów kardiologicznych oraz wypadków drogowych, a wydajność w szkołach i miejscach pracy zauważalnie spada.
Różne strategie w Ameryce Południowej
Ameryka Południowa stanowi ciekawy przykład różnorodnego podejścia do tego zagadnienia, podyktowanego często względami pragmatycznymi. Choć większość państw regionu historycznie stosowała zmiany czasu, obecnie formalnie robi to tylko Chile, i to z wyłączeniem części terytorium. W Brazylii temat powrócił w tym roku z przyczyn czysto gospodarczych. Władze rozważały przywrócenie czasu letniego w obliczu historycznej suszy i spadku wydajności hydroelektrowni. Zmiana miała pomóc w lepszym wykorzystaniu energii słonecznej, jednak ostatecznie zdecydowano, że w tym roku zegary nie zostaną przestawione.
Inną drogę obrał Paragwaj, który 6 października przestawił zegary prawdopodobnie po raz ostatni, decydując się na pozostanie przy czasie letnim. Decyzja ta ma uprościć funkcjonowanie państwa, choć budzi obawy dotyczące mieszkańców terenów wiejskich, którzy będą musieli rozpoczynać dzień jeszcze przed wschodem słońca. Z kolei Argentyna od ponad dekady funkcjonuje w trybie, który de facto jest czasem letnim. Tamtejsze zegary przez cały rok wskazują godzinę późniejszą, niż wynikałoby to z geograficznego położenia kraju, co wpisuje się w lokalną kulturę późnego życia wieczornego.